Bezpośrednie (?) malowanie olejnymi - autoportret.

. sobota, 22 maja 2010
  • Agregar a Technorati
  • Agregar a Del.icio.us
  • Agregar a DiggIt!
  • Agregar a Yahoo!
  • Agregar a Google
  • Agregar a Meneame
  • Agregar a Furl
  • Agregar a Reddit
  • Agregar a Magnolia
  • Agregar a Blinklist
  • Agregar a Blogmarks

Bezpośrednie, ale na dwa doskoki plus poprawki. Pierwszym był rysunek z wykrzywiającego lustra, a drugi to już płótno i farby olejne z proporcjami branymi lekko z rysunku.




Nie wiem jak ocenić to co mi wyszło. Przed chwilą czytałem fragmenty wypowiedzi Williama Morrisa Hunta i aż mnie zęby bolą na samą myśl o tym, jak bardzo boje się postawić porządny znak na płótnie i popycham farbę z miejsca na miejsce. Najważniejsze to to, że zacząłem i doświadczyłem Nowego. Pierwszy raz malowałem nie na bloku z płócienkami, ale na całkiem normalnym płótnie naciągniętym na deskę. Wreszcie mi podłoże nie robi skłonów. Można to oblewać do woli ;) Pierwszy raz miałem też poza terpentyną olej lniany, który okazał się bardzo pomocny (lepiej miesza mi się miksem oleju lnianego z terpentyną pół na pół, niż nią samą). Musze jeszcze przyciemnić tło...



Znalazłem pierwszy olej sprzed miesiąca i tam tego nie było (zapewne dzięki wątpliwej trzeźwości :D). Gdy to malowałem miałem wrażenie, że zza mnie bije mocne światło, wręcz lśni to płótno. Byłem zachwycony tym, że udało mi się uchwycić światło. Wtedy nie czułem tego, że to lampa zza mnie odbija i dlatego wszystko się tak mieni. To było porywające malowanie. Szkoda, że nastał ranek...

Related Posts with Thumbnails