Lucian Freud

. sobota, 22 maja 2010
  • Agregar a Technorati
  • Agregar a Del.icio.us
  • Agregar a DiggIt!
  • Agregar a Yahoo!
  • Agregar a Google
  • Agregar a Meneame
  • Agregar a Furl
  • Agregar a Reddit
  • Agregar a Magnolia
  • Agregar a Blinklist
  • Agregar a Blogmarks

Mój pokój znów wygląda jak definicja bałaganu. Za to wreszcie jakieś przebicie. Dużo oglądałem Luciana Freuda i Normana Rockwella. Tego nie widać, ale nie musi. Wciąż popycham farbę zamiast ja umieszczać, ale odnalezienie na nowo powyższych panów to duży krok dla mnie. Freud usmażył mi mózg. Kiedyś go już widziałem, ale nie byłem wtedy szczególnie zainteresowany takimi obrazami. Gdy go zobaczyłem ponownie tydzień temu, to dosłownie usmażył mi mózg. Zachwyt połączony ze zdziwieniem. Proste to i zaskakujące jednocześnie. Mam nadzieję, że kiedyś będę miał taką odwagę przy malowaniu jak on (bo chyba o to głównie chodzi, to mnie ciągnie w tył). Ostatnio karmiłem się delikatnymi artystami. Subtelne linie itd. Podczas gdy malarstwo Schmida zdaje się być lekka pieszczota, to Freud jest jak gwałt. I nie chodzi tu bynajmniej o tematy, choć i tymi włada okrutnie, ale o to, że wszystkiego da się u niego dotknąć. U Schmida mój wzrok przelatuje w zachwycie przez prace, ożywiając to co przedstawiał niedopowiedzeniem i lekkością. Freud wszystko obrzydza (albo po prostu pokazuje co widzi), uśmierca i sprawia ciężkim. Heh... zaczynam przesadzać z opisem, więc się przyhamuję :D

Lucian Freud:

Related Posts with Thumbnails